Stygmaty Ojca Pio

Potrzeba czujności i roztropności, by odróżnić człowieka obdarzonego przez Boga od oszusta czy mistyfikatora. Święty Jan w swych listach zachęca do „badania duchów” i szukania prawdy. Spróbujmy i my jej poszukać. Potrzeba czujności i roztropności, by odróżnić człowieka obdarzonego przez Boga od oszusta czy mistyfikatora. Święty Jan w swych listach zachęca do „badania duchów” i szukania prawdy, by nie ulec złudnym obietnicom i nie popaść w moc szarlatanów. Spróbujmy i my jej poszukać. Trzeba zauważyć i zaznaczyć, że moc łaski Bożej, która pociągała Ojca Pio do wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem, tak upodobniła Zakonnika do Mistrza z Nazaretu, że na jego ciele pojawiły się widzialne znaki Męki Chrystusa. Końcowym etapem jego duchowej przemiany były zranienia i rany miłości. Zranienia były wewnętrzne i pozostawały niewidoczne, natomiast rany miłości były głębokie, długotrwałe i ujawniały się na zewnątrz w postaci przebitego serca (transwerberacja), ran na rękach, nogach i boku (stygmatyzacja).

Stygmatyzacja
Zjawisko stygmatyzacji dokonywało się etapami, a pierwsze jego oznaki wystąpiły u Zakonnika na początku września 1910 roku na Piana Romana, niecały miesiąc po święceniach kapłańskich. Wkrótce jednak zniknęły, pozostawiając po sobie ból i cierpienie. Zjawisko to powtarzało się z różną częstotliwością i intensywnością w określonych dniach tygodnia przez następnych osiem lat. „Bolesna tragedia trwa dla mnie od czwartku wieczorem do soboty, a także we wtorek. Wydaje się, że moje serce, ręce i stopy przeszywa miecz – tak wielki jest ból, który odczuwam” – napisał w jednym z listów Ojciec Pio.

Transwerberacja

Per conoscere questo fenomeno mistico  Podczas spowiedzi swoich wychowańków, 5 sierpnia 1918 r., o. Pio nagle doznał mistycznej wizji. Zobaczył anioła z ognistą włócznią, który jak pisze o. Pio  ,, kiedy zostałem nagle napełniony krańcowym lękiem na widok niebiańskiej postaci, która ukazała się oczom mej duszy. Trzymała w ręce coś w rodzaju broni podobnej do bardzo długiej włóczni, mającej grot dobrze wyostrzony i wydawało się, że z tego szpica wydobywał się ogień. Widzenie tego wszystkiego i baczna obserwacja wspomnianej osobistości, która rzuca z całą gwałtownością w duszę wspomnianą broń, było jednoczesne. Z trudem wydałem jęk i czułem, że umieram… Ta męka trwała nieprzerwanie do 7 sierpnia… Od tego dnia zostałem śmiertelnie zraniony. Czuję w głębi duszy ranę, która jest otwarta i sprawia, że ustawicznie doznaję strasznych katuszy”. Skutki tych ran stały się bardziej dotkliwe po otrzymaniu stygmatów. Nie potrafię opisać moich cierpień… Od owego dnia zacząłem nosić w sobie śmiertelną ranę. W samej głębi duszy czuję otwartą ranę, źródło mych ustawicznych cierpień”. 20 sierpnia 1918 r. o. Pio otrzymał widzialne stygmaty.Było to w piątek w godzinie, w której ukrzyżowano Chrystusa. Tak opisuje to niezwykłe wydarzenie: „siedziałem na chórze po odprawieniu Mszy św., kiedy ogarnął mnie jakiś dziwny stan spoczynku, podobny do słodkiego snu. Wszystkie moje wewnętrzne i zewnętrzne zmysły, a także władzę duszy pogrążyły się w nieopisanym ukojeniu. Trwając w tym stanie zobaczyłem nagle obok siebie tajemniczą postać, podobną do tej, którą widziałem już 5 sierpnia, różniącą się tylko tym, że miała ręce, stopy i bok broczące krwią. Doznałem uczuć, których nigdy nie zdołam opisać. Czułem, że umieram, i umarłbym, gdyby Pan nie podtrzymał kołaczącego się w piersi serca. Kiedy tajemnicza postać zniknęła, zobaczyłem, że moje dłonie, stopy i bok są przebite, a z ran wypływa krew. Proszę sobie wyobrazić cierpienie, jakiego wówczas doznałem i doznaję nieustannie każdego dnia. Rana serca krwawi obficie, zwłaszcza od czwartku wieczorem aż do soboty. Boję się, że umrę z upływu krwi, jeżeli Pan nie wysłucha mych jęków i nie usunie mi tych ran”. Ojciec Pio poinformował o tym wydarzeniu generała Zakonu za pośrednictwem swego prowincjała, który dokonał opisu zjawiska: „Nie są to plamy ani też odciśnięte ślady, lecz autentyczne rany na wylot. W boku zaś widnieje istne rozdarcie, z którego nieustannie wypływa krew bądź krwawa ciecz”. Ojciec Paulin, który oglądał ranę serca, stwierdził, że „rana, którą widać po stronie serca, ma kształt litery „X” i wygląd ciężkiego i głębokiego oparzenia”. Pozostałe rany miały kształt kolisty, wyraźne obrzeża, średnicę ponad dwa centymetry i dość obficie krwawiły

Udział w męce Chrystusa

Objawienie nadprzyrodzone, według św. Tomasza, może dokonać się w trojaki sposób: bądź przez widzenie zmysłowe, bądź przez widzenie wyobrażeniowe czy też przez widzenie umysłowe. Tym dwom ostatnim może towarzyszyć ekstaza, czyli zawieszenie zmysłów. Objawienie ma na celu ukazanie prawdy ukrytej w sposób nadprzyrodzony przy pomocy widzenia, słowa lub tylko jakiegoś proroczego instynktu. Bóg objawia się osobom, dla których ma wyjątkową i często bardzo trudną misję do spełnienia. Do tej grupy należy zaliczyć stygmatyków, którzy kontemplując tajemnicę Odkupienia, wchodzą w sekret cierpień duchowych i fizycznych Chrystusa, ofiarującego się za zbawienie grzeszników. Sam Zbawiciel wybiera sobie takie osoby, które upodabnia widocznie lub niewidocznie do swego ukrzyżowania.Uważna lektura korespondencji Ojca Pio ujawnia bogactwo tego rodzaju darów. Nadprzyrodzone widzenia dotyczą Boga i Jego przymiotów, Jezusa w ludzkiej postaci, a także Matki Przenajświętszej, aniołów i świętych. Widzeniom tym często towarzyszą tajemne słowa. Podobnie jest podczas stygmatyzacji zakonnika, który pozostając w ekstazie, ma widzenie Jezusa Ukrzyżowanego, choć bez krzyża, i słyszy Jego głos: „Weź udział w mojej męce”. Zanim jednak dojdzie do upodobnienia i zjednoczenia z Chrystusem w znaku stygmatów, to włoski kapucyn będzie odczuwał ogromne pragnienie poświęcenia się za grzeszników i dusze w czyśćcu cierpiące. Realizacja tego pragnienia była jego odpowiedzią na miłość Jezusa, który Go do tego zapraszał i powołał już na początku kapłańskiej drogi: „Składaj ofiarę z samego siebie i czyń to bez żadnych zastrzeżeń”. Złożył więc dar z samego siebie jako żertwę ofiarną w sposób dobrowolny i całkowity. W ten sposób wypełnił zamiar Jezusa, pomagając w „ogromnym dziele zbawiania ludzi”, poprzez heroiczne sprawowanie sakramentów i pełnione dzieła miłosierdzia tak wobec ubogich, jak i chorych na duszy i ciele. Kapłan stał się żertwą ofiarną, a punktem kulminacyjnym tego ofiarowania miały być stygmaty. Bóg w swojej nieskończonej miłości zbawia ludzi przez Ofiarę z własnego Syna, a chrześcijanin przez ofiarę z własnego życia – rozumianą nie tylko jako przelanie krwi męczeńskiej – również uczestniczy w Ofierze Chrystusa, kontynuując jej zbawcze działanie. Podobnie rozumiał tę prawdę Ojciec Pio, dla którego życiowa misja współpracy w odkupieńczym dziele Chrystusa stała się jego kapłańskim powołaniem. Napisał o tym w jednym ze swoich listów: „Najsłodszy Jezus naprawdę pozwolił mi zrozumieć całe znaczenie żertwy ofiarnej: Trzeba, […] dojść do Consummatum est i do In manus tuas”. Zakonnikowi zostało więc objawione, że bycie żertwą ofiarną, domaga się czegoś więcej, niż tylko dobrowolnie przyjętego cierpienia. By móc powiedzieć Bogu: „wykonało się” i „w ręce Twoje”, potrzeba wejść w najgłębszą tajemnicę Krzyża. Stało się to faktem w dniu otrzymania stygmatów, które było realnym i jednocześnie bolesnym udziałem Ojca Pio w męce Chrystusa. Potwierdzenie tej prawdy znalazł także w słowach swego kierownika duchowego, ojca Agostina: „Już Pan Jezus jest ukrzyżowany w Tobie, a Ty jesteś ukrzyżowany w Nim. Jego męka jest stałym pokarmem Twojej duszy”.Tajemnica ukrzyżowania Ojca Pio objawiła swoistą dwubiegunowość: cierpienie i miłość. Z jednej strony, stygmatyk uczestniczył w cierpieniu Chrystusa i tak jak Chrystus, a z drugiej – miłość doprowadziła go do całkowitego upodobnienia do Jezusa. Krótko mówiąc, przez krzyż stygmatów brał udział w męce Pana, która nie tylko była źródłem bólu i cierpienia, ale i objawieniem najwyższej miłości samego Boga. Taka miłość pozwalała mu mieć Boga odciśniętego we własnym sercu, a serce ukrzyżowane z miłości do bliźniego. Ojciec Pio był świadomy misji, którą miał do wykonania. Była ona dramatycznym doświadczeniem człowieka, który otrzymał ją od Boga, a przy tym czuł się niegodny, aby ją spełnić z powodu własnych ograniczeń. Jednak Bóg nie zamierzał odsunąć od niego ciężaru stygmatów, objawiając całemu światu, że są one częścią owej profetycznej i publicznej misji. Polegała ona na uczestniczeniu Ojca Pio we współodkupieńczym planie ratowania dusz dla Boga.

Błażej Strzechmiński OFMCap
„Głos Ojca Pio” (nr 11/2001)

Ojciec Pio czuł się bardzo upokorzony posiadaniem stygmatów i dlatego pisał: „Podniosę mój głos do Niego i nie przestanę Go błagać, aż nie oddali ode mnie – nie udręki, ani cierpienia, gdyż uważam to za niemożliwe – ale te zewnętrzne znaki, które powodują chaos i sprawiają upokorzenia niemożliwe do opisania i do uniesienia”. Zbawiciel nie wysłuchał tej prośby dlatego, że stygmaty o. Pio miały się stać widzialnym znakiem dla wszystkich ludzi, do jakiego stopnia Bóg ukochał człowieka. Chrystus uczynił widzialnymi swoje rany na ciele o. Pio, aby wszyscy ludzie mogli je oglądać i pobudzać swoje serca do większej wiary i ufności w Jego Miłosierdzie. Pewien jezuita, rozmawiając z o. Pio, wyraził zdumienie, że pomimo otrzymania tak wielkich duchowych darów nie utracił pokory. Ojciec Pio odpowiedział z uśmiechem: „Wyobraź sobie, że ktoś poprosił cię o przewiezienie złotego zegarka do naprawy w Mediolanie. Czyż nie zachowywałbyś się jak głupiec, gdybyś chwalił się wśród przyjaciół, że jest on twoją własnością? Czyż nie byłbyś złodziejem, gdybyś zatrzymał go dla siebie?” Ojciec Pio mówił o sobie, że „dźwiga krzyż za wszystkich”. Rany zadawały mu nieustanny ból. „Kiedy pozwalam sobie na trochę snu – mówił, wskazując na rany rąk – ich ból wzmaga się nie do wytrzymania”. Jezus Chrystus w stygmatach o. Pio ukazał nam rany swojej męki i śmierci krzyżowej, aby przypominać prawdę o swojej nieskończonej miłości. To właśnie On, Bóg-Człowiek, „obarczył się naszym cierpieniem, dźwigał nasze słabości… został przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy” (por. Iz 53, 4-5). To sam Bóg w człowieczeństwie Jezusa bierze na siebie grzechy nas wszystkich i doświadcza, jak strasznym cierpieniem jest grzech, po to, aby go zgładzić, pokonać szatana i dać szansę zbawienia wszystkim ludziom. Od momentu męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, każde ludzkie cierpienie, przeżywane w jedności z Chrystusem, staje się drogą zbawienia, uczestnictwem w tym cierpieniu, poprzez które Chrystus dokonał odkupienia świata.

Ojciec Pio uczestniczył w zbawczym cierpieniu Zbawiciela w sposób wyjątkowy. Przeżywał na własnym ciele wszystkie etapy męki i agonii Jezusa. Szczególnie doświadczał tego podczas każdej Mszy św., która jest uobecnieniem tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. W czasie codziennej Mszy św. o. Pio doświadczał głębokiego zjednoczenia z Jezusem ukrzyżowanym, cierpiącym z powodu ludzkich grzechów niedowiarstwa i niewdzięczności. Zwierzył się, że w czasie sprawowania Eucharystii cierpi „od początku do końca w sposób narastający. Najbardziej od konsekracji do komunii”. Ojciec Pio współcierpiał z Chrystusem, zjednoczony z Nim w miłości zdolnej do największej ofiary z siebie, ale miłości wzgardzonej i odrzucanej przez wielu ludzi. Ojciec Pio spisał słowa skargi Jezusa, które usłyszał podczas jednej z wizji: „Z jaką niewdzięcznością ludzie odpowiadaj ą na Moją miłość! Byłbym mniej obrażany przez nich, gdybym mniej kochał. Mój Ojciec nie może więcej ich znosić. Ludzie rozleniwieni, nie zadają sobie żadnego trudu, aby zwyciężyć pokusy, co więcej: znajdują przyjemność w swych grzechach. Moje najbardziej ukochane dusze, gdy poddawane są próbom, naśladują Mnie coraz mniej gorliwie; najsłabsze z nich ulegaj ą strachowi i beznadziejności, a te najgorętsze stopniowo stygną. Zapomniano o moim Sercu, kto przejmuje się Moją miłością? Dla wielu ludzi moje kościoły stały się teatrem rozrywek. Nawet od moich współpracowników, których darzyłem szczególnym umiłowaniem i strzegłem jak źrenicy oka; nawet od tych, którzy powinni podzielać gorycz mojego Serca i pomagać w odkupieniu dusz, doznaję – kto w to uwierzy?! – niewdzięczności i zapomnienia. Spoglądam, mój synu, na wielu z nich (tu Jezus zapłakał), którzy z ohydną hipokryzją zdradzają Mnie przez świętokradzkie komunie, poniewierając łaskami i natchnieniami, których udzielam im nieustannie”. Ojciec Pio jednoczył swoje cierpienia z cierpieniami Chrystusa w intencji najbardziej zatwardziałych grzeszników. Pisał: „Jak bardzo rozdziera mi serce widok biednych grzeszników… ci nieszczęśnicy stracili nawet zdolność zastanowienia się nad tym, jaka kara czeka ich w wieczności. Jezus nie przestaje ich przywoływać do siebie, lecz oni udają, że nic nie słyszą; uciekaj ą od Niego, nie zdają sobie sprawy, że na własną zgubę. Jaki jest sposób, aby ci «nieżyjący» powrócili do życia?” Jest tylko jeden sposób: kochać ich taką miłością, jaką kocha ich Jezus, a więc wziąć na siebie cierpienia spowodowane przez ich grzechy, doświadczyć samemu krzywdy, jaką wyrządzili Bogu przez obojętność, odrzucenie i wrogość wobec Jego miłości. I w tym doświadczeniu cierpienia wynagradzać i zadośćuczynić Bogu za straszliwą krzywdę i ból odrzucenia Jego miłości. Ojciec Pio przez całe swoje kapłańskie życie nieustannie ofiarował siebie i swoje cierpienia Bogu za zbawienie grzeszników. W dniu święceń kapłańskich postanowił, że „będzie świętym kapłanem i doskonałą ofiarą”. Tak pisał do swojego kierownika duchowego w 1910 r.: „Od dłuższego czasu czuję w sobie potrzebę poświęcenia się Panu, jako ofiara za biednych grzeszników ł za dusze czyśćcowe. To pragnienie wzrastało ciągle w moim sercu, tak iż teraz stało się, mógłbym powiedzieć, silną pasją. Uczyniłem wiele razy tę ofertę Panu, prosząc Go, aby zechciał zesłać na mnie inne kary przygotowane dla grzeszników i dusz czyśćcowych, nawet zwiększając je stokrotnie wobec mnie, oby tylko nawrócił i zbawił grzeszników oraz przyjął szybko do nieba dusze czyśćcowe”. Objawiając się o. Pio (w 1913 r.) Pan Jezus prosił: „Synu mój, potrzebuję ofiar, aby zniwelować słuszny i Boski gniew mojego Ojca; odnów poświęcenie się siebie w całości dla Mnie i zrób to bez żadnych zastrzeżeń”.

W ciągu całego swojego życia o. Pio kilka razy dziennie ponawiał akt oddania siebie Bogu w ofierze. Jednocząc się w cierpieniu z Chrystusem o. Pio przemieniał swoje cierpienie w chwałę i radosne dziękczynienie Bogu. Pisał: „Cieszę się jak nigdy z cierpienia i gdybym słuchał tylko głosu serca, prosiłbym Jezusa, aby obdarzył mnie wszystkimi zmartwieniami ludzi; ale tego nie zrobię, gdyż boję się, żeby hie być zbytnim egoistą, pragnąc dla siebie najlepszej części: bólu. On przychodzi żebrać cierpienia, łzy… potrzebuje ich dla dusz… Stałem się godny, aby cierpieć z Jezusem i tak, jak Jezus. Tak, ja kocham krzyż, tylko krzyż; kocham, ponieważ widzę go zawsze na barkach Jezusa. Teraz już Jezus widzi dobrze, że całe moje życie, całe moje serce jest poświęcone Jemu i Jego cierpieniom. Jestem ukrzyżowany z miłości”. W dniu święceń kapłańskich o. Pio wyśpiewał cudowną pieśń miłości, która streszcza całe jego ziemskie życie: „Jezu, moje tchnienie i moje życie, dzisiaj, kiedy drżąc podnoszę Cię w tajemnicy miłości, razem z Tobą będę dla świata Drogą, Prawdą i Życiem, a dla Ciebie świętym kapłanem, doskonałą ofiarą” ( 10 sierpnia 1910 r.). Dzieląc się własnym doświadczeniem pisał: „Nie potrafimy nawet zrozumieć, jak wielką ulgę przynosimy Jezusowi, gdy z miłości do Niego nie domagamy się jakichkolwiek pociech, aby tym bardziej uczestniczyć w Jego cierpieniu… Najpiękniejszy akt wiary wypływa z naszych serc w czasie nocy poświęceń, cierpień i największych wysiłków w czynieniu dobra; rozdziera on jak błyskawica ciemności twojej duszy i porywa cię poprzez burzę do serca Boga… Jeśli miłość nie karmi, nie wzmacnia się Krzyżem, jest tylko słomianym zapałem, a nie prawdziwą miłością”.


nr 3/2002

 

Post your comments